wtorek, 1 kwietnia 2014

6. Gotowa?

Tak jak przestrzegałam. Macie 10 sekund na modlitwę. 7, 6, 5, 4, 3, 2, 1. Bu ha ha ha ha ha. Jesteście moi, nic was nie uratuje! 

Dziewczyna westchnęła.
-To moja wina, że Lucy nie żyje. Wydawało mi się, że jeśli wszyscy pomyślą, że to ja zginęłam to zapomną o mnie. To ja będę tą martwą a pamięć o mojej siostrze zostanie na zawsze żywa.- wyszeptała.
-Nie ty ją zabiłaś, to nie jest twoja wina.
-Jest.- powiedziała i podkuliła nogi.
-Ty ją zabiłaś?- powoli tracił cierpliwość.
-Nie.
-Więc przestań. Myślisz, że twoja siostra chciałaby byś się obwiniała? Pomyśl trochę. To nie boli. Chciałaby byś to robiła, byś żyła nie swoim życiem? Byś nie mogła być sobą?
-Nie.- powiedziała z wahaniem.
-Więc przestań. Zachowujesz się dziecinnie.
Emily westchnęła, nie pomyślała o tym w ten sposób. Przez chwilę próbowała sobie wyobrazić co powiedziała by jej siostra na ten pomysł. „A kto będzie udawał ciebie?” Nikt. „Co?! W takim razie natychmiast przerwij tą zabawę!” To nie jest zabawa. „Nieważne! Masz natychmiast zacząć być sobą!” Ale…. „Żadne ale. Natychmiast. W końcu jestem starsza o 5 minut.” Uśmiechnęła się do swoich myśli.
-Kiedy jej powiesz?
-Zamierzałam wczoraj.- odpowiedziała brunetka.
-No nie wierzę.
Emily zgarbiła się.
-Nie wiedziałam…- spojrzała na Connora i zdziwiła się.
On wcale nie mówił do niej. Odwróciła głowę w kierunku w ,którym patrzył chłopak. Zaniemówiła. Bo oto Rakari, Syuri Connora i Ryoumi, Syuri Mary szli w ich kierunku a między nimi była mała istotka.
-Czy oni właśnie…?- nie dokończyła zszokowana niebieskooka.
-A już myślałem, że mam zwidy.
-Obudzę Mary.- powiedziała.
-Obudź ją.
Dziewczyna wstała i podeszła do śpiącej blondynki.
-Mary.- szepnęła.- Mary, obudź się.
-Mpf…- mruknęła sennie.
-Wstawaj. Musisz coś zobaczyć.
-Co?
-Nie uwierzyłabyś gdybym ci powiedziała. No już Mary.
-Dobrze, dobrze. Już wstaję.
Zaspana dziewczyna rozejrzała się po obozowisku a gdy jej wzrok padł na Syuri patrzyła na nich chwilę nie rozumiejąc. Po paru sekundach zrozumiała jednak, że to co widzi to prawda. Szeroko otworzyła oczy.
-Cco to za dziecko?
-Nasze.- odparła wyniośle Ryoumi
-Ale ona ma z pięć lat.
-Niemowlęta Syuri zaczynają swoje życie przypominając Neurińskie czterolatki.- wyjaśniła.
-Ale wy się wczoraj poznaliście.
-Po co czekać.- usłyszała męski głos.
Spojrzała na Connora.
-Czy on przed chwilą przemówił?
-Zdarza mu się.- odparł tamten.
-A… jak ona się nazywa?- spytała po chwili Emily.
-Minelly.- odpowiedziała Ryoumi patrząc z czułością na dziecko.
Powoli zaczynało świtać.
-Okej,- westchnął Connor.- Ruszajmy w dalszą drogę. Dobrze, że przyjechałem większym samochodem.
Zaczęto zbierać obozowisko. Syuri Wody usadziła córkę na samum tyle samochodu, na środkowym siedzeniu. Gdy koce leżały w bagażniku a wszelkie ślady ogniska zostały zatarte, ruszyli. Na przednim siedzeniu, za kierownicą siedział Connor, za nim siedziała Mary, obok niej Emily a z tyłu Syuri Ognia, Wody i ich dziecko.
-Mary,- szepnęła.- muszę ci coś powiedzieć.
-Słucham.
-Chodzi o to co chciałam ci powiedzieć wcześniej. Tylko nie wiem jak zacząć.- westchnęła brunetka.
-Najlepiej od początku.
-Chodzi o to, że tamtego dnia…. Wiesz o który dzień chodzi.
Blondynka pokiwała głową. Emily kontynuowała.
-Tamtego dnia… tak naprawdę…- zaczęła się plątać, zacisnęła powieki i wzięła głęboki wdech.- Nazywam się Emily. Przepraszam, że wcześniej ci tego nie mówiłam ale… bałam się jak zareagujesz.
-Nie potrzebnie Lu… Emily, rozumiem.
-Nie wierzysz mi.
-Ależ oczywiście, że ci wierzę.
Nie zabrzmiało to szczerze.
-Mam dowód. Moce które mam, to Emily je odziedziczyła. Więc jeśli jestem Lucy to nie powinnam ich mieć, proszę uwierz mi. Tamtego dnia to ja zamiast Lucy poszłam na zakupy. Ona źle się czuła.
-Rozumiem. Ale czemu podałaś się za nią?
-To moja wina. Gdybym nie poszła na zakupy zamiast Lucy, żyłaby.
-Nie możesz tak mówić.- odszepnęła.- Nie wiedziałaś co się stanie.
Mary przytuliła brunetkę. Była na nią zła, że niepowiedziana jej tego wcześniej ale to nie była pora na chimery. Przed nimi trudne zadanie. Muszą okłamać głowę rodu i wszystkich zgromadzonych w jego domu, że Lu… Emily to Sara West. A żeby nabrać taką ilość ludzi trzeba być dobrym kłamcą. Dotąd nigdy nie kłamała więc marne szanse, że uda jej się teraz. Westchnęła. Niech to., pomyślał chłopak. Będzie mieć poważne kłopoty, jeśli dowiedzą się prawdy a i tak czeka go niezły ochrzan za to, że nie przywiózł „właściwej osoby”. Szkoda, że jedzie z nim aż za nad to właściwa osoba. Kto by się tego spodziewał. Wiezie teoretycznie martwą osobę do domu głowy Rodu i będzie udawał, że to nie ona tylko jakaś West…. Jakie to było imię? Connor zacisnął ręce na kierownicy. Przez niego może się wydać i co wtedy?! Emily wyjrzała przez okno. Łatwo było okłamać ludzi z wioski, o nic nie pytali. Jeśli tam ktoś zapyta ją o cokolwiek będzie musiała wszystko zmyślić. Lepiej by było gdyby już zaczynała się zastanawiać co odpowiadać na pytania.
-Musimy się przygotować.- powiedziała.
-W jaki sposób?- spytała Mary.
-Musimy wymyślić jedną wersję wydarzeń by się jej trzymać. Inaczej szybko odkryją, że coś jest nie tak.
-Ma rację. Lucy masz jakiś pomysł?- spytał Connor.
-Ja…
Emily była zdziwiona, przecież wiedział. Czemu udaje?
-….nie- dokończyła.- Nie mam.
-Ktoś na coś wpadł?
Cisza.
-Najpierw musimy „pozbyć się” jakoś rodziców tej West.- zaproponował chłopak.
-Sary.
-Wiem przecież. W jaki sposób ich usunąć?
-Może matka umarła po porodzie a ojciec to alkoholik?
-Może być. Jakieś inne pomysły?
-Matka odeszła a ojciec zmarł na jakąś chorobę?- rzuciła Emily.
-Jaką chorobę?
-Byłam zbyt mała by zapamiętać?
-Niech ci będzie. Coś jeszcze?
-Sierota? Nie zna matki ani ojca?- powiedziała od niechcenia Ryoumi.
-To świetny pomysł.- powiedziała Mary.- I nie trzeba nic więcej wymyślać.
-A teraz wymyślić jak się poznałyście.
-Wpadłyśmy na siebie, ona nie chciała nic mówić. Ja pięciolatka to się zaciekawiłam i biegałyśmy po wsi jak szalone. A gdy się zmęczyłyśmy to zaczęłyśmy rozmawiać i tak się zaprzyjaźniłyśmy?
-Może być. Ja i tak nie mam pomysłu.
-A nie lepiej po prostu zwykłe spotkanie? Zaczęłyście rozmawiać ze sobą i po prostu się zaprzyjaźniłyście?- podsunął Connor.
-W sumie to może i lepsze. Mniej skomplikowane.
-Ale kiedy?- spytała Mary.
-Święto Lata?
-Właśnie.
-Święto czego?- spytał skołowany chłopak.
-Nieważne.
-Może jednak chcę wiedzieć.- odwarknął.
-Nikogo to nie obchodzi.- odparła Emily.
-Świętujemy początek lata.- powiedziała spokojnie Mary.
Naprawdę nie rozumiała czemu się nie lubią. Nie lubią ba, to mało powiedziane. Oni się nienawidzą.
-Podsumowując, Sara West, rodzice nieznani, poznana przypadkiem na Święcie Lata… Co jeszcze?- zadała pytanie Mary
-Małomówna.- wypaliła Emily.- Nie będą się zbyt wiele pytać i wy niewiele będziecie wiedzieć.
-Wybuchowa.- dodał Connor.
-Po co to?- zapytała zdziwiona Mary.
-Na wszelki wypadek.
-Jakby było potrzebne.- mruknęła dziewczyna.
-Może zamiast wybuchowa, nerwowa?
-To bardziej.- zgodziła się z nią brunetka.
-No to mamy wszystko.
Zapadła cisza. Mary przygryzła dolną wargę. Mają plan ale denerwowała się że to nie wystarczy. Cały czas zastanawiała się co się stanie jeśli wszystko się wyda. Connor oderwał wzrok od wstecznego lusterka. Miał aż za dobry widok na drobną jasnowłosą postać. Poczuł, że zrobiło mu się ciaśniej tam gdzie by tego nie chciał. Czemu ona tak na niego działa?! Nie powinna. Może to ma związek z ich Syuri. W końcu oni mają ze sobą dziecko! Dziecko po nawet nie dniu znajomości! Jeszcze raz spojrzał na dziewczynę. Wciąż torturowała dolną wargę. Ja powinienem to robić., przeszło mu przez myśl. Skarcił się cicho. Nie może myśleć o takich rzeczach. Ma coś do zrobienia. A tym zadaniem nie jest patrzenie na jakąś dziewczynę… która jest miła, łagodna, mądra, piękna i… budzi w nim pożądanie. Eh, to będzie długa droga., przeszło mu przez myśl.
-Prześpijcie się.- powiedział i od razu pożałował, że użył tego słowa.
Z kimś to on z chęcią by się przespał. Dobra, dość!, warkną do swoich myśli, Nie chcę jej skrzywdzić. W milczeniu wpatrywał się w drogę. Mary natomiast z uporem wpatrywała się w swoje stopy. Wyczuła dziwne napięcie w jego głosie. Nie chciała wiedzieć co je wywołało ale poczuła, że parzył na nią. Spróbowała się odprężyć. Usiadła wygodniej i zamknęła oczy. Emily patrzyła przez okno. Jedzie do domu głowy Rodu. Jej Rodu, należy tam. Przełknęła ślinę. Co ją tam czeka? Zamknęła oczy i oparła głowę o szybę. Sen nadszedł szybko.

Znów miała cztery lata. Tym razem Lucy spała, było już późno. Emily obserwowała kłótnię rodziców przez szparę w drzwiach.
-Chrisie, to jeszcze dziecko.- tłumaczył mężczyzna.
-Ale ona ma zdolności. Jeśli okaże się, że to ona…
-Przestań. To chore.
-Nie, my musimy…- próbowała wytłumaczyć się kobieta.
-Czy ty się słyszysz? Tu chodzi o naszą córkę.- zaakcentował ostatnie dwa słowa mężczyzna.- Chcesz ją oddać tym świrom. Wiesz, że na to nie pozwolę.
-Oni pomogą jej rozwinąć umiejętności.
-Zmienią w posłusznego pieska. W potwora którego wszyscy będą się bać. Nie będzie miała dzieciństwa.
-Źle to rozumiesz.- próbowała uspokoić go kobieta.- Będą tam inne dzieci.
-Inne bezmyślne roboty. One zabijają bez wahania. Naprawdę chcesz to zrobić naszej córce.
-Ty nic nie rozumiesz….
-Masz rację.- przerwał jej mężczyzna.- Nie rozumiem jak możesz być taką matką. Jesteś najgorszą rodzicielką jaką kiedykolwiek widziałem. Nie jesteś godna by być ich ciotką a co dopiero matką. Brzydzę się tobą. Gdybym wiedział co będziesz chciała zrobić już dawno zabrałbym dziewczynki z dala od ciebie.
-Cz…czekaj, gdzie idziesz?
-Jak najdalej od ciebie, kobieto.
Drzwi otworzyły się i stanął w nich mężczyzna. Miał jasnoblond włosy, bladą cerę i ciemnobrązowe włosy. Był wściekły ale gdy zobaczył małą twarz złagodził mu ciepły uśmiech.
-Hej malutka. Co ty tu robisz?
-Idziesz sobie od nas?- spytała ze łzami w oczach.
Mężczyzna podniósł ją a na schodach posłał mrożące krew w żyłach spojrzenie gdy ta chciała iść za nimi. Musi chronić córkę przed tą kobietą.
-Tato?- szepnęło dziecko.
-Słucham?- odpowiedział.
Emily spojrzała na niego.
-Opowiesz mi bajkę?
-Oczywiście małpko.
-Nie jestem małpką.- oburzyła się.
-A szczurkiem?
-Też nie.
-A pieskiem?
-Pieskiem jest Lucy.- powiedziała z powagą.
-To może kotkiem?
-Zgadza się.
Mężczyzna okrył dziecko kołdrą gdy leżało już w łóżku i usiadł obok. Wziął książkę ze stolika nocnego i zaczął czytać wybraną przez Emily baśń.

Emily powoli otworzyła oczy. Nie chciała się budzić. Kochała swojego ojca pomimo iż klika dni po tamtych wydarzeniach odszedł. Tęsknota ponownie się w niej obudziła. Zamknęła oczy i przywołała obraz rodzica. Uśmiechnęła się do swoich myśli. Gdy ponownie otworzyła oczy zorientowała się, ze jest już późne południe. Usiadła i przetarła oczy.
-Obudź Mary. Prawie jesteśmy.
Brunetka delikatnie potrząsnęła dziewczyną. Ta otworzyła oczy i spojrzała na przyjaciółkę zdziwiona.
-Prawie jesteśmy.
Mary spojrzała do tyłu. Tam na tylnich siedzeniach, cała trójka Syuri spała.
-Ryoumi.- powiedziała.- Ryoumi.
Ta otworzyła oczy i kiwnęła głową. Wiedziała wszystko co Mary a na dodatek była połączona mentalnie z Rakarim, więc wiedziała to co on wiedział od Connora.  Minelly też obejmowała ta sieć ale oboje odsuwali od niej to co mogło ją przestraszyć. Podjechali pod bramę. Przed okno kierowcy podszedł strażnik w czarnym mundurze, sprawdził kto tam siedzi po czym dał sygnał innemu człowiekowi by otworzył bramę. Auto po chwili pomknęło dalej.
-Gotowa?- szepnęła bezgłośnie Mary.
Emily w odpowiedzi pokiwała głową. Spojrzała przez okno na posesję. Przed domem było spokojnie. Po obu stronach podjazdu rosły krzewy czerwonych i czarnych róż. Trawa była soczyście zielona a wzór z kwiatów przedstawiał herb rodziny. Czarną różę na czerwonym tle. Po budynku z szarego kamienia pięły się drobne pnącza. Sam budynek był raczej pałacem niż posiadłością. Potężne drewniane drzwi były zamknięte. Ogromne pozasłaniane okna budziły podejrzliwość, było też kilka balkonów. Dach był szpiczasty i pokrywała go ciemno zielona dachówka. Całość sprawiała wrażenie spokoju ale była jakaś tajemnicza. Jakby ściany skrywały mroczny sekret. Mary spojrzała na Emily. Widziała jej zdenerwowanie.
-Gdzie są ludzie?- spytała szeptem blondynka.
Nie czuły się tu pewnie. Ktoś mógł je podsłuchiwać mimo iż wokół nie było nikogo.
-Nie wiem.
Emily z trudem przełknęła ślinę. Samochód zatrzymał się i wszyscy wysiedli. Po chwili pojawił się ktoś kto odstawił ich środek transportu. Z budynku wyszła kobieta. Była ona w średnim wieku. Rude włosy były upięte w kok a zielone oczy nieprzeniknione. Jej strój był bardzo elegancki. Składał się z długiej, brązowej, rozkloszowanej sukni. Omiotła dziewczyny spojrzeniem. Na Mary  popatrzyła z obrzydzeniem pomieszanym z oburzeniem. Sądząc po jej stroju chodziło pewnie o to, że chodzi w spodniach. Gdy spojrzała na Emily jej mina mówiła „No już w ostateczności mogę to zaakceptować.  Przynajmniej nie spodnie” Podeszła do nich i zwróciła się do chłopaka.
-Która z tych młodych dam to panienka Lucy?
-Żadna, pani. Ta- wskazał na Mary.- to córka majora Wrista z oddziału alchemików. Była w tarapatach więc postanowiłem jej pomóc. Jej rodzina na pewno będzie wdzięczna.
-A ta druga dama, kim jest?
-To jej przyjaciółka, córka pana Wrista nie chciała bez niej nigdzie iść.
-Rozumiem. Czemu jednak nie przywiozłeś panienki Lucy?- spytała.
-Nie było jej w mieście. Mieszkańcy mówili coś o wycieczce.
-Kiedy ona dobiegnie końca?
-Za parę tygodni. Zwiedzają kontynent.
-W takim razie przedstawisz całą historią mojemu bratu.- powiedziała.- A was zapraszam do środka.
Wszyscy łącznie z Syuri weszli do budowli. Wnętrze okazało się jeszcze piękniejsze niż się spodziewały. Przechodziły właśnie przez ogromny hol. Ściany były w kolorach jasnego fioletu, czerni i srebra. Wielki żyrandol zwisał z sufitu, pod ścianami stały kanapy, fotele i stoliki. Szli w kierunku schodów. Przed schodami korytarz rozdzielił się na dwa prowadzące na lewo i prawo. Za schodami również ciągną się korytarz. Weszli na schody. Tam również były trzy korytarze. Connor poszedł korytarzem prosto.
-Za mną proszę.- powiedziała do reszty.
Podeszła do kobiety ubranej w czarną prostą suknię i biały fartuch. Włosy również miała spięte w kok.
-Molly zaprowadzi was do pokoju.- powiedziała i odeszła.
Kobieta skinęła głową i odwróciła się. Emily i Mary spojrzały po sobie i poszły za kobietą. Ta poprowadziła je na piętro wyżej gdzie ruszyli wzdłuż głównego korytarza. Otworzyła jedne z drzwi po prawej. W pokoju była już dziewczynka. Miała może z cztery lata. Ubrana była w błękitną sukienkę. Podniosła czarnowłosą głowę i spojrzała na przybyłych zaciekawionymi, zielonymi oczami.
-To twoje nowe współlokatorki, panienko Victorio.
Mała uśmiechnęła się do dziewczyn.
-A państwa zapraszam do pokoju naprzeciw.- powiedziała służąca.
Dziewczyny weszły do pokoju zamykają drzwi. Victoria wstała z podłogi zostawiając na niej maskotki i podeszła do nich.
-Hej, jestem Vicky. A wy? Jak się nazywacie?
-Ja jestem Sara.- powiedziała Emily.- A ona nazywa się Mary.
Emily i Mary ściągnęły kurtki. W momencie w którym wewnętrzna strona ramienia Emily była widoczna Vicky pisnęła z radości.
-Jesteś z naszego Rodu.
-Co?- obie spojrzały na nią zaskoczone.
-Przecież masz herb.- powiedziała zdziwiona.
Wskazała na ramię brunetki. Obie dziewczyny spojrzały na wskazane przez małą miejsce. Na skórze dziewczyny wysoko, prawie pod pachą widniał herb Rodu Blackshadow.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz