Dziewczyna westchnęła.
-To moja wina, że Lucy nie żyje. Wydawało mi się,
że jeśli wszyscy pomyślą, że to ja zginęłam to zapomną o mnie. To ja będę tą
martwą a pamięć o mojej siostrze zostanie na zawsze żywa.- wyszeptała.
-Nie ty ją zabiłaś, to nie jest twoja wina.
-Jest.- powiedziała i podkuliła nogi.
-Ty ją zabiłaś?- powoli tracił cierpliwość.
-Nie.
-Więc przestań. Myślisz, że twoja siostra chciałaby
byś się obwiniała? Pomyśl trochę. To nie boli. Chciałaby byś to robiła, byś
żyła nie swoim życiem? Byś nie mogła być sobą?
-Nie.- powiedziała z wahaniem.
-Więc przestań. Zachowujesz się dziecinnie.
Emily westchnęła, nie pomyślała o tym w ten sposób.
Przez chwilę próbowała sobie wyobrazić co powiedziała by jej siostra na ten
pomysł. „A kto będzie udawał ciebie?” Nikt. „Co?! W takim razie natychmiast
przerwij tą zabawę!” To nie jest zabawa. „Nieważne! Masz natychmiast zacząć być
sobą!” Ale…. „Żadne ale. Natychmiast. W końcu jestem starsza o 5 minut.”
Uśmiechnęła się do swoich myśli.
-Kiedy jej powiesz?
-Zamierzałam wczoraj.- odpowiedziała brunetka.
-No nie wierzę.
Emily zgarbiła się.
-Nie wiedziałam…- spojrzała na Connora i zdziwiła
się.
On wcale nie mówił do niej. Odwróciła głowę w
kierunku w ,którym patrzył chłopak. Zaniemówiła. Bo oto Rakari, Syuri Connora i
Ryoumi, Syuri Mary szli w ich kierunku a między nimi była mała istotka.
-Czy oni właśnie…?- nie dokończyła zszokowana
niebieskooka.
-A już myślałem, że mam zwidy.
-Obudzę Mary.- powiedziała.
-Obudź ją.
Dziewczyna wstała i podeszła do śpiącej blondynki.
-Mary.- szepnęła.- Mary, obudź się.
-Mpf…- mruknęła sennie.
-Wstawaj. Musisz coś zobaczyć.
-Co?
-Nie uwierzyłabyś gdybym ci powiedziała. No już Mary.
-Dobrze, dobrze. Już wstaję.
Zaspana dziewczyna rozejrzała się po obozowisku a
gdy jej wzrok padł na Syuri patrzyła na nich chwilę nie rozumiejąc. Po paru
sekundach zrozumiała jednak, że to co widzi to prawda. Szeroko otworzyła oczy.
-Cco to za dziecko?
-Nasze.- odparła wyniośle Ryoumi
-Ale ona ma z pięć lat.
-Niemowlęta Syuri zaczynają swoje życie
przypominając Neurińskie czterolatki.- wyjaśniła.
-Ale wy się wczoraj poznaliście.
-Po co czekać.- usłyszała męski głos.
Spojrzała na Connora.
-Czy on przed chwilą przemówił?
-Zdarza mu się.- odparł tamten.
-A… jak ona się nazywa?- spytała po chwili Emily.
-Minelly.- odpowiedziała Ryoumi patrząc z czułością
na dziecko.
Powoli zaczynało świtać.
-Okej,- westchnął Connor.- Ruszajmy w dalszą drogę.
Dobrze, że przyjechałem większym samochodem.
Zaczęto zbierać obozowisko. Syuri Wody usadziła
córkę na samum tyle samochodu, na środkowym siedzeniu. Gdy koce leżały w
bagażniku a wszelkie ślady ogniska zostały zatarte, ruszyli. Na przednim
siedzeniu, za kierownicą siedział Connor, za nim siedziała Mary, obok niej Emily
a z tyłu Syuri Ognia, Wody i ich dziecko.
-Mary,- szepnęła.- muszę ci coś powiedzieć.
-Słucham.
-Chodzi o to co chciałam ci powiedzieć wcześniej.
Tylko nie wiem jak zacząć.- westchnęła brunetka.
-Najlepiej od początku.
-Chodzi o to, że tamtego dnia…. Wiesz o który dzień
chodzi.
Blondynka pokiwała głową. Emily kontynuowała.
-Tamtego dnia… tak naprawdę…- zaczęła się plątać,
zacisnęła powieki i wzięła głęboki wdech.- Nazywam się Emily. Przepraszam, że
wcześniej ci tego nie mówiłam ale… bałam się jak zareagujesz.
-Nie potrzebnie Lu… Emily, rozumiem.
-Nie wierzysz mi.
-Ależ oczywiście, że ci wierzę.
Nie zabrzmiało to szczerze.
-Mam dowód. Moce które mam, to Emily je
odziedziczyła. Więc jeśli jestem Lucy to nie powinnam ich mieć, proszę uwierz
mi. Tamtego dnia to ja zamiast Lucy poszłam na zakupy. Ona źle się czuła.
-Rozumiem. Ale czemu podałaś się za nią?
-To moja wina. Gdybym nie poszła na zakupy zamiast
Lucy, żyłaby.
-Nie możesz tak mówić.- odszepnęła.- Nie wiedziałaś
co się stanie.
Mary przytuliła brunetkę. Była na nią zła, że
niepowiedziana jej tego wcześniej ale to nie była pora na chimery. Przed nimi
trudne zadanie. Muszą okłamać głowę rodu i wszystkich zgromadzonych w jego
domu, że Lu… Emily to Sara West. A żeby nabrać taką ilość ludzi trzeba być
dobrym kłamcą. Dotąd nigdy nie kłamała więc marne szanse, że uda jej się teraz.
Westchnęła. Niech to., pomyślał chłopak. Będzie mieć poważne kłopoty, jeśli
dowiedzą się prawdy a i tak czeka go niezły ochrzan za to, że nie przywiózł
„właściwej osoby”. Szkoda, że jedzie z nim aż za nad to właściwa osoba. Kto by
się tego spodziewał. Wiezie teoretycznie martwą osobę do domu głowy Rodu i
będzie udawał, że to nie ona tylko jakaś West…. Jakie to było imię? Connor
zacisnął ręce na kierownicy. Przez niego może się wydać i co wtedy?! Emily
wyjrzała przez okno. Łatwo było okłamać ludzi z wioski, o nic nie pytali. Jeśli
tam ktoś zapyta ją o cokolwiek będzie musiała wszystko zmyślić. Lepiej by było
gdyby już zaczynała się zastanawiać co odpowiadać na pytania.
-Musimy się przygotować.- powiedziała.
-W jaki sposób?- spytała Mary.
-Musimy wymyślić jedną wersję wydarzeń by się jej
trzymać. Inaczej szybko odkryją, że coś jest nie tak.
-Ma rację. Lucy masz jakiś pomysł?- spytał Connor.
-Ja…
Emily była zdziwiona, przecież wiedział. Czemu
udaje?
-….nie- dokończyła.- Nie mam.
-Ktoś na coś wpadł?
Cisza.
-Najpierw musimy „pozbyć się” jakoś rodziców tej
West.- zaproponował chłopak.
-Sary.
-Wiem przecież. W jaki sposób ich usunąć?
-Może matka umarła po porodzie a ojciec to
alkoholik?
-Może być. Jakieś inne pomysły?
-Matka odeszła a ojciec zmarł na jakąś chorobę?-
rzuciła Emily.
-Jaką chorobę?
-Byłam zbyt mała by zapamiętać?
-Niech ci będzie. Coś jeszcze?
-Sierota? Nie zna matki ani ojca?- powiedziała od
niechcenia Ryoumi.
-To świetny pomysł.- powiedziała Mary.- I nie
trzeba nic więcej wymyślać.
-A teraz wymyślić jak się poznałyście.
-Wpadłyśmy na siebie, ona nie chciała nic mówić. Ja
pięciolatka to się zaciekawiłam i biegałyśmy po wsi jak szalone. A gdy się
zmęczyłyśmy to zaczęłyśmy rozmawiać i tak się zaprzyjaźniłyśmy?
-Może być. Ja i tak nie mam pomysłu.
-A nie lepiej po prostu zwykłe spotkanie?
Zaczęłyście rozmawiać ze sobą i po prostu się zaprzyjaźniłyście?- podsunął
Connor.
-W sumie to może i lepsze. Mniej skomplikowane.
-Ale kiedy?- spytała Mary.
-Święto Lata?
-Właśnie.
-Święto czego?- spytał skołowany chłopak.
-Nieważne.
-Może jednak chcę wiedzieć.- odwarknął.
-Nikogo to nie obchodzi.- odparła Emily.
-Świętujemy początek lata.- powiedziała spokojnie Mary.
Naprawdę nie rozumiała czemu się nie lubią. Nie
lubią ba, to mało powiedziane. Oni się nienawidzą.
-Podsumowując, Sara West, rodzice nieznani, poznana
przypadkiem na Święcie Lata… Co jeszcze?- zadała pytanie Mary
-Małomówna.- wypaliła Emily.- Nie będą się zbyt
wiele pytać i wy niewiele będziecie wiedzieć.
-Wybuchowa.- dodał Connor.
-Po co to?- zapytała zdziwiona Mary.
-Na wszelki wypadek.
-Jakby było potrzebne.- mruknęła dziewczyna.
-Może zamiast wybuchowa, nerwowa?
-To bardziej.- zgodziła się z nią brunetka.
-No to mamy wszystko.
Zapadła cisza. Mary przygryzła dolną wargę. Mają
plan ale denerwowała się że to nie wystarczy. Cały czas zastanawiała się co się
stanie jeśli wszystko się wyda. Connor oderwał wzrok od wstecznego lusterka.
Miał aż za dobry widok na drobną jasnowłosą postać. Poczuł, że zrobiło mu się
ciaśniej tam gdzie by tego nie chciał. Czemu ona tak na niego działa?! Nie
powinna. Może to ma związek z ich Syuri. W końcu oni mają ze sobą dziecko!
Dziecko po nawet nie dniu znajomości! Jeszcze raz spojrzał na dziewczynę. Wciąż
torturowała dolną wargę. Ja powinienem to robić., przeszło mu przez myśl.
Skarcił się cicho. Nie może myśleć o takich rzeczach. Ma coś do zrobienia. A
tym zadaniem nie jest patrzenie na jakąś dziewczynę… która jest miła, łagodna,
mądra, piękna i… budzi w nim pożądanie. Eh, to będzie długa droga., przeszło mu
przez myśl.
-Prześpijcie się.- powiedział i od razu pożałował,
że użył tego słowa.
Z kimś to on z chęcią by się przespał. Dobra,
dość!, warkną do swoich myśli, Nie chcę jej skrzywdzić. W milczeniu wpatrywał
się w drogę. Mary natomiast z uporem wpatrywała się w swoje stopy. Wyczuła
dziwne napięcie w jego głosie. Nie chciała wiedzieć co je wywołało ale poczuła,
że parzył na nią. Spróbowała się odprężyć. Usiadła wygodniej i zamknęła oczy. Emily
patrzyła przez okno. Jedzie do domu głowy Rodu. Jej Rodu, należy tam.
Przełknęła ślinę. Co ją tam czeka? Zamknęła oczy i oparła głowę o szybę. Sen
nadszedł szybko.
Znów miała cztery lata. Tym razem Lucy spała, było
już późno. Emily obserwowała kłótnię rodziców przez szparę w drzwiach.
-Chrisie, to jeszcze dziecko.- tłumaczył mężczyzna.
-Ale ona ma zdolności. Jeśli okaże się, że to ona…
-Przestań. To chore.
-Nie, my musimy…- próbowała wytłumaczyć się
kobieta.
-Czy ty się słyszysz? Tu chodzi o naszą córkę.-
zaakcentował ostatnie dwa słowa mężczyzna.- Chcesz ją oddać tym świrom. Wiesz,
że na to nie pozwolę.
-Oni pomogą jej rozwinąć umiejętności.
-Zmienią w posłusznego pieska. W potwora którego
wszyscy będą się bać. Nie będzie miała dzieciństwa.
-Źle to rozumiesz.- próbowała uspokoić go kobieta.-
Będą tam inne dzieci.
-Inne bezmyślne roboty. One zabijają bez wahania.
Naprawdę chcesz to zrobić naszej córce.
-Ty nic nie rozumiesz….
-Masz rację.- przerwał jej mężczyzna.- Nie rozumiem
jak możesz być taką matką. Jesteś najgorszą rodzicielką jaką kiedykolwiek
widziałem. Nie jesteś godna by być ich ciotką a co dopiero matką. Brzydzę się
tobą. Gdybym wiedział co będziesz chciała zrobić już dawno zabrałbym
dziewczynki z dala od ciebie.
-Cz…czekaj, gdzie idziesz?
-Jak najdalej od ciebie, kobieto.
Drzwi otworzyły się i stanął w nich mężczyzna. Miał
jasnoblond włosy, bladą cerę i ciemnobrązowe włosy. Był wściekły ale gdy
zobaczył małą twarz złagodził mu ciepły uśmiech.
-Hej malutka. Co ty tu robisz?
-Idziesz sobie od nas?- spytała ze łzami w oczach.
Mężczyzna podniósł ją a na schodach posłał mrożące
krew w żyłach spojrzenie gdy ta chciała iść za nimi. Musi chronić córkę przed
tą kobietą.
-Tato?- szepnęło dziecko.
-Słucham?- odpowiedział.
Emily spojrzała na niego.
-Opowiesz mi bajkę?
-Oczywiście małpko.
-Nie jestem małpką.- oburzyła się.
-A szczurkiem?
-Też nie.
-A pieskiem?
-Pieskiem jest Lucy.- powiedziała z powagą.
-To może kotkiem?
-Zgadza się.
Mężczyzna okrył dziecko kołdrą gdy leżało już w
łóżku i usiadł obok. Wziął książkę ze stolika nocnego i zaczął czytać wybraną
przez Emily baśń.
Emily powoli otworzyła oczy. Nie chciała się
budzić. Kochała swojego ojca pomimo iż klika dni po tamtych wydarzeniach
odszedł. Tęsknota ponownie się w niej obudziła. Zamknęła oczy i przywołała
obraz rodzica. Uśmiechnęła się do swoich myśli. Gdy ponownie otworzyła oczy
zorientowała się, ze jest już późne południe. Usiadła i przetarła oczy.
-Obudź Mary. Prawie jesteśmy.
Brunetka delikatnie potrząsnęła dziewczyną. Ta
otworzyła oczy i spojrzała na przyjaciółkę zdziwiona.
-Prawie jesteśmy.
Mary spojrzała do tyłu. Tam na tylnich siedzeniach,
cała trójka Syuri spała.
-Ryoumi.- powiedziała.- Ryoumi.
Ta otworzyła oczy i kiwnęła głową. Wiedziała
wszystko co Mary a na dodatek była połączona mentalnie z Rakarim, więc
wiedziała to co on wiedział od Connora.
Minelly też obejmowała ta sieć ale oboje odsuwali od niej to co mogło ją
przestraszyć. Podjechali pod bramę. Przed okno kierowcy podszedł strażnik w
czarnym mundurze, sprawdził kto tam siedzi po czym dał sygnał innemu
człowiekowi by otworzył bramę. Auto po chwili pomknęło dalej.
-Gotowa?- szepnęła bezgłośnie Mary.
Emily w odpowiedzi pokiwała głową. Spojrzała przez
okno na posesję. Przed domem było spokojnie. Po obu stronach podjazdu rosły
krzewy czerwonych i czarnych róż. Trawa była soczyście zielona a wzór z kwiatów
przedstawiał herb rodziny. Czarną różę na czerwonym tle. Po budynku z szarego
kamienia pięły się drobne pnącza. Sam budynek był raczej pałacem niż
posiadłością. Potężne drewniane drzwi były zamknięte. Ogromne pozasłaniane okna
budziły podejrzliwość, było też kilka balkonów. Dach był szpiczasty i pokrywała
go ciemno zielona dachówka. Całość sprawiała wrażenie spokoju ale była jakaś
tajemnicza. Jakby ściany skrywały mroczny sekret. Mary spojrzała na Emily.
Widziała jej zdenerwowanie.
-Gdzie są ludzie?- spytała szeptem blondynka.
Nie czuły się tu pewnie. Ktoś mógł je podsłuchiwać
mimo iż wokół nie było nikogo.
-Nie wiem.
Emily z trudem przełknęła ślinę. Samochód zatrzymał
się i wszyscy wysiedli. Po chwili pojawił się ktoś kto odstawił ich środek
transportu. Z budynku wyszła kobieta. Była ona w średnim wieku. Rude włosy były
upięte w kok a zielone oczy nieprzeniknione. Jej strój był bardzo elegancki.
Składał się z długiej, brązowej, rozkloszowanej sukni. Omiotła dziewczyny
spojrzeniem. Na Mary popatrzyła z
obrzydzeniem pomieszanym z oburzeniem. Sądząc po jej stroju chodziło pewnie o
to, że chodzi w spodniach. Gdy spojrzała na Emily jej mina mówiła „No już w
ostateczności mogę to zaakceptować.
Przynajmniej nie spodnie” Podeszła do nich i zwróciła się do chłopaka.
-Która z tych młodych dam to panienka Lucy?
-Żadna, pani. Ta- wskazał na Mary.- to córka majora
Wrista z oddziału alchemików. Była w tarapatach więc postanowiłem jej pomóc.
Jej rodzina na pewno będzie wdzięczna.
-A ta druga dama, kim jest?
-To jej przyjaciółka, córka pana Wrista nie chciała
bez niej nigdzie iść.
-Rozumiem. Czemu jednak nie przywiozłeś panienki
Lucy?- spytała.
-Nie było jej w mieście. Mieszkańcy mówili coś o
wycieczce.
-Kiedy ona dobiegnie końca?
-Za parę tygodni. Zwiedzają kontynent.
-W takim razie przedstawisz całą historią mojemu
bratu.- powiedziała.- A was zapraszam do środka.
Wszyscy łącznie z Syuri weszli do budowli. Wnętrze
okazało się jeszcze piękniejsze niż się spodziewały. Przechodziły właśnie przez
ogromny hol. Ściany były w kolorach jasnego fioletu, czerni i srebra. Wielki
żyrandol zwisał z sufitu, pod ścianami stały kanapy, fotele i stoliki. Szli w
kierunku schodów. Przed schodami korytarz rozdzielił się na dwa prowadzące na
lewo i prawo. Za schodami również ciągną się korytarz. Weszli na schody. Tam
również były trzy korytarze. Connor poszedł korytarzem prosto.
-Za mną proszę.- powiedziała do reszty.
Podeszła do kobiety ubranej w czarną prostą suknię
i biały fartuch. Włosy również miała spięte w kok.
-Molly zaprowadzi was do pokoju.- powiedziała i
odeszła.
Kobieta skinęła głową i odwróciła się. Emily i Mary
spojrzały po sobie i poszły za kobietą. Ta poprowadziła je na piętro wyżej
gdzie ruszyli wzdłuż głównego korytarza. Otworzyła jedne z drzwi po prawej. W
pokoju była już dziewczynka. Miała może z cztery lata. Ubrana była w błękitną
sukienkę. Podniosła czarnowłosą głowę i spojrzała na przybyłych zaciekawionymi,
zielonymi oczami.
-To twoje nowe współlokatorki, panienko Victorio.
Mała uśmiechnęła się do dziewczyn.
-A państwa zapraszam do pokoju naprzeciw.-
powiedziała służąca.
Dziewczyny weszły do pokoju zamykają drzwi.
Victoria wstała z podłogi zostawiając na niej maskotki i podeszła do nich.
-Hej, jestem Vicky. A wy? Jak się nazywacie?
-Ja jestem Sara.- powiedziała Emily.- A ona nazywa
się Mary.
Emily i Mary ściągnęły kurtki. W momencie w którym
wewnętrzna strona ramienia Emily była widoczna Vicky pisnęła z radości.
-Jesteś z naszego Rodu.
-Co?- obie spojrzały na nią zaskoczone.
-Przecież masz herb.- powiedziała zdziwiona.
Wskazała na ramię brunetki. Obie dziewczyny
spojrzały na wskazane przez małą miejsce. Na skórze dziewczyny wysoko, prawie
pod pachą widniał herb Rodu Blackshadow.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz