Gdy nadszedł czas Emily, było już późno
ale dziewczynkom to nie przeszkadzało. W końcu były wakacje. Najpierw ubrała
niebieską sukienkę i białe wysoko wiązane buty.
-Ładnie ci w niebieskim.- powiedziała Mary.
-Chcesz zobaczyć co mam następne
przygotowane?
-Jeszcze się pytasz? Idź do naszej profesjonalnej przebieralni.
Zaśmiały się. Następny strój składał
się z baletowej spódniczki, którą wcześniej ubrała Mary. Założyła do niej białą
bluzkę z czarnym, koronkowym wzorem, skórzaną kurtkę, rajstopy i ciężkie czarne
buty. Włosy również spięła w kok ale był on specjalnie lekko rozpuszczony z
kilkoma wolnymi pasmami.
-No nieźle.- powiedziała zaskoczona.-
Nie pomyślałbym o tym.
-Nie wyglądam śmiesznie?
-Wyglądasz nie-sa-mo-wi-cie. Mogłabyś
się nie przebierać?
-Jasne. Ty też się w coś przebierz.
-Świetna myśl!- krzyknęła Mary.-
Poczekaj tu chwilę. Dobrze, że mamy dwie pary takich butów.
Mary ubrała czarną koszulkę,
poprzecierane jeansy, czarne ciężkie buty, włosy upięła w elegancki kok a na
wierzch ubrała brązową kurtkę.
-Wiesz co?- krzyknęła do brunetki.-Chyba
założę jeszcze wisiorek. Ten w kształcie serca.
-Rób jak uważasz.
-I jak?- spytała Mary gdy wyszła zza
koców.
Emily uśmiechnęła się i uniosła kciuk
do góry.
-Wyglądasz świetnie.
-Dzięki.
-Ej, może ubierzemy to jutro i
wyjdziemy na miasto.
Mary od razu się zgodziła. Dziewczyny
po chwili już spały w łóżkach. Emily nie było jednak dane spać długo. Ktoś
gwałtownie nią potrząsnął.
-Zbudź się.- usłyszała podenerwowany
męski głos.
Chciała krzyknąć ale ktoś zasłonił jej
usta.
-Nie czas na to.-powiedział mężczyzna.-
Jesteś w niebezpieczeństwie. Ubieraj się.
Wcisnął jej ubrania, wstał i odwrócił
się. Dziewczyna szybko wykonała to polecenie. Nie zamierzała być z tym człowiekiem
w jednym pomieszczeniu i do tego w samej piżamie. Składała się z szarej
koszulki z nadrukiem i krótkich spodenek z napisem Fuck off a przy łóżku stały
kapcie z małpkami.
-Co z Mary?- pyta brunetka.
-To nie mój problem. Ubrałaś się już?
-Nie pozwolę jej tu zostawić.
-Nie obchodzi mnie to.- odwrócił się do
niej przodem.-Nawet nie wiem po co kazali mi cię ratować!- powoli tracił nad
sobą panowanie.- Czemu w ogóle ty przeżyłaś?!
Emily doznała szoku. Czyżby wiedział,
że to Lucy tak naprawdę wtedy zginęła?!
-Gdyby to Emily poszła wtedy na zakupy.
To ona odziedziczyła moc. Ty na nic nam się nie przydasz.
Dziewczyna otworzyła szerzej oczy. Jak
to? Jaką moc? Czyżby on wiedział o jej umiejętnościach? Ale skąd?
-Co się tak gapisz? Taka prawda. Jestem
tu tylko dlatego że, nazywasz się Blackschadow.
-Co nie zmienia faktu, że się stąd nie
ruszę.- powiedziała wciąż w szoku.
-Dobra!- krzyknął.-Ale ty tu siedź,
jasne?
-Okej.- burknęła.
Mężczyzna wyszedł i udał się do pokoju
drugiej dziewczyny. Po cichu otworzył drzwi i wszedł do pokoju. Cicho zamykając
drzwi spojrzał na śpiącą dziewczynę i doznał szoku. Jak mógł chcieć ją tu
zostawić? Delikatnie pogłaskał dziewczynę po twarzy. Merry otworzyła oczy i
spojrzała na nieznajomego z przerażeniem. Czemu przyszło jej na myśl spać w
takim stroju?! Mogła chociaż założyć jakiekolwiek spodenki do tej bluzki. A tak
nosiła tylko zielony top i gacie. Szybko zakryła się kołdrą.
-Ci.-szepnął do niej uspokajająco.-
Ubierz się szybko, jesteście w niebezpieczeństwie.
Blondynka pokiwała powoli głową i
sięgnęła po ubrania. Nieznajomy odwrócił się.
-Jak ty się w ogóle nazywasz?- spytała
Mary ubierając się.
-Jestem Connor.- powiedział.
Gdy dziewczyna się ubrała Connor złapał
ją za rękę i poprowadził do pokoju drugiej dziewczyny. Teraz po cichu dziękował
Lucy za jej upór. Oczywiście ona nigdy się o tym nie dowie. Weszli do pokoju
brunetki. Zastali ją kucającą przy oknie.
-Chyba twoi goście przybyli.-
powiedziała Emily zwracając się do chłopaka.
-Niech to.- warknął po czym zwrócił się
do blondynki.- Jest stąd jakieś inne wyjście?
Mary pokiwała głową i w milczeniu
poprowadziła ich do piwnicy.
-Stąd kilka tuneli prowadzi na
zewnątrz. Natknęłam się na to kilka dni temu. Wiem, że jeden prowadzi nad
jezioro, drugi do starych torów klejowych a trzeci do domu burmistrza. Niestety
nie zdążyłam sprawdzić pozostałych dwóch. Przepraszam Lucy, że ci o tym nie
powiedziałam. Chciałam najpierw sprawdzić do kąt prowadzą.
-Nie gniewam się. Wręcz przeciwnie.
Cieszę się że, najpierw chciałaś się upewnić czy nie prowadzą w jakieś dziwne
miejsca. Jesteś bardzo odważna.
-Dziękuję.- powiedziała dziewczyna
której kamień spadł z serca.
Nie chciała by jej przyjaciółka się na
nią obraziła. Bała się, że ta nie będzie chciała jej znać za to, że zataiła coś
tak ważnego.
-Czy któryś z nich prowadzi do lasu?-
spytał chłopak.
-Gdy szłam tamtym,- wskazała jeden z
korytarzy.- słyszałam dziwne dudnienie, więc zawróciłam.
-W takim razie zostaje ten. Idziemy.
Cała trójka ruszyła wybranym przez
chłopaka tunelu. Szli powoli ciesząc się, że wejście do pomieszczenia gdzie
znajdują się wejścia do tunelów, jest zamaskowane.
-Może lepiej przyśpieszymy kroku.-
zaproponowała Emily.
-Niby to czemu?- westchnął zirytowany.
-Bo w końcu znajdą tamte drzwi, tamto
miejsce i ten tunel. Da się, udowodniła to Mary.- powiedziała brunetka ze
sztucznym spokojem.
-Ona ma rację.- wtrąciła się Mary.
Bo jeśli ktoś by się przyjrzał łatwo
zobaczyłby ukryte drzwi. Chłopak spojrzał na dziewczynę.
-No dobra.
Zaczęli biec do wyjścia. Gdy po jakimś
czasie usłyszeli kroki za sobą przyśpieszyli. Gdy ich oczom ukazało się wyjście
usłyszeli, że osoba śledząca ich zaczęła biec, zaczęli pędzić jeszcze szybciej.
Wybiegli na zewnątrz i zatrzymali się.
-Niech to.
-Co?- spytała Emily.
-To nie ta część lasu.
-Zbliża się.- powiedziała Mary.
-Biegiem. Tędy.
Dziewczyny zaczęły biec za mężczyzną.
Nie było to łatwe iż ten często skręcał bez ostrzeżenia. Bywało, że znikał im z
oczu. Wedy Emily używała swojej umiejętności. Dzięki temu, że potrafiła
przejmować kontrolę nad innymi wiedziała kto jest wokół. Szybko więc go
odnajdywały. Po jakimś czasie dziewczyny nie mogły już biec dalej.
-Zaczekaj!- krzyknęła Mary.
Chłopak odwrócił się i spojrzał na nie.
Rzeczywiście były zmęczone. Przebiegli przecież kilka kilometrów. Pewnie nigdy
tak długo nie biegły.
-Chodźcie, to już niedaleko.
-Idziemy?- spytała szeptem Mary.
-A jak on się nazywa?
-Connor.- odpowiedziała jej
dziewczyna.- Więc idziemy czy nie?
-A mamy inne wyjście?
-Obawiałam się, że to powiesz.-
westchnęła.- Chodźmy więc.
Ruszyły powoli. Connor czekał aż
podeszły i wtedy zadał Mary pytanie.
-O czym rozmawiałyście?
-O niczym ważnym.- odparła swobodnym
tonem blondynka.
Chłopak nie mogąc się powstrzymać
dotknął jej włosów. Ta zatrzymała się.
-Co robisz?- warknęła szeptem
przestraszona i zezłoszczona.
-Ja…- zaniemówił.
Właśnie, co on robił?! Nie umiał tego
wyjaśnić. Wpatrywał się w dziewczynę nie wiedząc czy w ogóle powinien coś
mówić. Zrobił za to coś czego ona się nie spodziewała. Podszedł do niej i
złożył delikatny pocałunek na jej ustach.
-Chodźmy już, przecież nas gonią.
Pociągnął ja za sobą. Mary wciąż w
szoku poszła za nim. Gdy znaleźli się przy drugiej dziewczynie blondynka
zdążyła się już otrząsnąć i odsunąć od Connora. Przyjrzała mu się. Chłopak miał
zielone oczy i czarne, długie włosy. Jego strój składał się z czarnych butów,
ciemnych spodni i płaszcza
-Musimy się gdzieś schować.-
powiedział.
-No dobrze ale gdzie?- spytała Emily.-
Nie wydaje mi się by wejście na drzewo czy schowanie się w krzakach
wystarczyło.
-To już niedaleko.
-No, no, no.- usłyszeli czyjś głos.-
Kogo tu mamy? Connor Stein, nędzny sługa. Oddaj dziewczynę Blackshadow’ów a
pozwolę ci żyć, dzieciaku.
-Mike. Jaka cholera cię tu przywiała?-
warknął zielonooki.
-Zlecenie. A teraz bez ociągania
oddawaj ją.
-Bo co?
-Ty się jeszcze pytasz?
Przed nimi wyłoniła się sylwetka
dorosłego mężczyzny. Piaskowe włosy i blada cera odcinały się od ciemności
wokół. W ciemnych oczach czaiło się okrucieństwo. Zimny uśmiech wykrzywił linię
jego ust. Był piękny i przerażający. Emily miała wrażenie, że już go kiedyś
widziała. Mężczyzna wolnym krokiem podchodził do nich.
-Przyzywam cię w czas powodzi.- szepnął
Connor.
Z ziemi wyrosły metalowe obręcze w
kolorze czerwieni i pomarańczy na brzegach. Za chłopakiem pojawił się Syuri. Miał
on żółtą skórę, i pomarańczowe szaty. Krótkie włosy istoty płonęły. Twarz była
jakby wykuta w skale mimo iż była ludzka. Martwa maska na której lśniły dwa
czerwone kamienie zamiast oczu.
-Czyż to nie Rakami. Witaj stary
przyjacielu.- zadrwił.
Twarz istoty pozostała niewzruszona. Jedyne co zrobił to stanął w pozycji bojowej,
robiąc krok w tył, przykucając lekko i podnosząc ręce na poziom piersi z
zgiętymi łokciami i wyprostowanymi dłońmi. Connor pociągnął dziewczyny
zmuszając do biegu.
-Co z Syuri?- spytała Emily.
-Rakari sobie poradzi. Każdy Syuri po
zakończonej walce wraca do swojego kompana a jeśli przegra wraca do rodzimego
wymiaru.
-Gdzie?- spytała Mary.
-Później wyjaśnię.
W końcu udało im się wybiec z lasu.
Stał tam samochód. Chłopak bez wahania wsiadł do niego. Dziewczyny spojrzały po
sobie i po chwili wsiadły. Connor ruszył. Mary zauważyła, że siedzenie pasażera
i w ogóle cały samochód był jakiś dziwny.
-Co jest nie tak z tym samochodem?
-Jest zabezpieczony tak by Rakari go
przez przypadek nie podpalił.
-Aha.- powiedziała ostrożnie.
-Rakari jest Syuri Ognia. Gdyby nie to,
to wszystko by się spaliło.
Dziewczyny spojrzały po sobie. Syuri z
którą Więź nawiązała Merry była z żywiołu wody. Emily dyskretnie pokręciła
głową. Nie powinny mu mówić o ich zdolnościach. Druga dziewczyna przytaknęła.
-Gdzie jedziemy?- zapytała blondynka.
-Do domu głowy rodu Blackshadow.
-Czy to bezpieczne?
-Tak.
-A czy nie możemy pojawić się tam w
przebraniu i poznać okolicę?
-W sumie czemu nie. Ale jak ja wyjaśnię
im fakt, że zamiast córki z rodu przywiozłem dwie dziewczyny?
-Rody poszukują poparcia wysoko
postawionych osób, tak?- spytała blondynka.
-No poszukują.- odpowiedział powoli.
-Ród Blackshadow też?
-Też.- Connor nie wiedział do czego
zmierza dziewczyna.
-W takim razie mam pomysł.- powiedziała
z dumą w głosie Mary.
-Jaki?
-Słuchajcie. Ja będę sobą czyli córką
majora Petera Wrista natomiast Lucy może być moją przyjaciółką. Może być tak,
że nas uratowałeś i zawiozłeś tam dla bezpieczeństwa a dzięki temu zdobędziesz
poparcie mojego ojca dla rodu. Co wy na to?
-Nawet dobry pomysł. Ale za kogo poda
się Lucy?- zapytał chłopak.
-Mogę sobie wymyślić.- burknęłam.
-więc wymyśl.
-Sara West?
-Może być.
-To postanowione?- pyta Mary.
-Mhm.- przytaknęli jej na raz.
Dalej jechali w ciszy. Nadszedł świt.
Wieczór, tego samego
dnia.
-Zatrzymamy się tutaj.- powiedział.-
Trzeba odpocząć.
-Będziemy spać tu czy na zewnątrz?-
spytała Mary.
-Na zewnątrz. Więcej miejsca.
-Okej.
Wysiedli z samochodu a chłopak
wyciągnął koce. Podał je dziewczynom i wyciągnął kolejne. Gdy posłania były
gotowe z lasu wyłonił się Rakari. Jego włosy już nie płonęły i były czarne.
Podszedł bliżej i usiadł na dziwnym kocu. Connor wstał i ruszył w kierunku
lasu.
-Idę po drewno.
Dziewczyny przez chwilę nie wiedziały
co robić. Zostały w towarzystwie dziwnego Syuri. Popatrzyły na siebie a potem
na demona, który był wpatrzony w ziemię.
-Jak się czujesz, Mary?- spytała
brunetka.
-Dziwnie. To wszystko mnie przytłacza.
-Przepraszam.
-Nie masz za co.- powiedziała
zaskoczona dziewczyna.- Nic nie wiedziałaś.
Emily westchnęła.
-Ale powinnam. Mary muszę ci coś
powiedzieć.
-Słucham.
-Ja…
-Znalazłem wystarczającą ilość drewna.-
usłyszały głos Connora.
-Później mi powiesz.- szepnęła
dziewczyna do brązowowłosej.
Chłopak ułożył stos a jego Syuri go podpalił.
-Będzie to bardzo widoczne.- westchnęła
Mary.
Spojrzała na przyjaciółkę ta wzruszyła
ramionami z zrezygnowaną miną. Również nie wiedziała co robić. Mary wzięła
głęboki wdech i wstała.
-Przybądź w razie suszy.- wypowiedziała
słowa przywołania.
Z ziemi wyłoniły się stalowe obręcze o
barwach błękitu i morskiego a za Mary pojawiła się Ryoumi. Rakari podniósł
wzrok wyczuwając przeciwny żywioł. Syuri Wody rozejrzała się po lesie.
-Co my tu robimy?- spytała na widok
drzew otaczających polanę.
-Ścigają nas.- wyjaśniła Mary.- Teraz
jesteśmy ukryci w lesie. Mamy jednak problem.
-Jaki?- spytała zaciekawiona.
Zaczynało coś się dziać i nie chciała
nic przegapić.
-Ognisko jest za bardzo widoczne. Czy
mogłabyś sprowadzić mgłę?
-Jasne.
Ryoumi wykonała okrężny ruch nadgarstka
i wokół nich pojawiła się mgła.
-Też jesteś Syurinką?- spytał chłopak.
-Tak.- odpowiedziała z wahaniem.
Connor pokiwał głową.
-Połóżmy się spać. Jest późno.
-Mhm.- przytaknęła Mary.
-Ja posiedzę i was popilnuję.-
zaproponowała Syurinka.
-Naprawdę?- Mary była zaskoczona.
-I tak większość czasu w domu śpię.
Gdy wszyscy posnęli Ryoumi przeszła na
skraj polany i oparła się o jedno z drzew. Wpatrywała się w swoją Neuri. Gdy
podniosła wzrok by się rozejrzeć natknęła się na spojrzenie Syuri Ognia. Ciarki
przeszły jej po plecach. Wpatrywał się w nią czerwonymi oczami z zimną maską na
miejscu twarzy.
-Mógłbyś przestać się tak gapić.
Nie zareagował.
-Hej, mówię do ciebie.- warknęła.
Rakari po prostu wstał i zaczął powoli
podchodzić do niej. Ryoumi założyła ręce na piersi. Co on wymyślił? Zaczęła się
denerwować gdy był już w pobliżu, widział to. Niespodziewanie wyciągnął on rękę
i chwycił za ramię a następnie przyciągną ją do siebie. Chwilę wpatrywał się w
jej zaskoczoną twarz zamykając ją w objęciach. Wplótł dłoń w jej włosy i
pocałował ją. Pocałunek był gwałtowny i nachalny. Napierał na Ryoumi, która
była zbyt przytłoczona tym wszystkim by zrobić cokolwiek. Po chwili poczuła ból
parującej z jej powierzchni skóry wody. Syuri Ognia również czuł jak jego temperatura
obniża się lecz nie zwracał na to uwagi. Chciał dać jej wszystko co mógł. Do
jego uszu doszedł jej cichy jęk bólu. Odsunął się od niej i odszedł. Patrzyła
na jego plecy opierając się o drzewo. Zamknęła oczy a gdy długo nie wracał
otworzyła je i spróbowała się rozejrzeć. Nie mogła jednak zrobić ani jednego
kroku, była za słaba. Wtedy ujrzała zbliżającą się postać. Był to Rakari ale
jakoś dziwnie wyglądał. Gdy się zbliżył zrozumiała, że był cały mokry.
Przyciągnął ją do siebie a jej skóra zaczęła przyciągać i wchłaniać wodę z jego
ubrań, skóry i włosów. Syuri delikatnie głaskał ciemnowłosą. Gdy był pewien, że
wytrzyma kontakt cielesny z nim podniósł ją. Ryoumi była zdziwiona gdy przed
ich oczami zaczęło majaczyć jezioro. Demon bez wahania wszedł do wody.
Zatrzymał się gdy woda sięgała mu do piersi. Spojrzała na niego zaskoczona.
-Nie możesz tu być.
Nie reagował tylko wpatrywał się w nią.
-Wyjdź z wody, zginiesz.
Nadal uparcie stał. Powoli zaczął
odczuwać skutki przebywania w jeziorze. Nie przejmował się tym. Ryoumi była
coraz bardziej przerażona widziała jak bladł.
-Jeśli nie wyjdziesz z wody,- w jej
głosie słychać było strach i łzy wzbierające w jej oczach.- to zrobię coś
sobie, rozumiesz?
Jego reakcja była natychmiastowa.
Postawił ją a sam zaczął wychodzić.
-Masz o siebie zadbać, jasne?
Kiwnął głową. Gdy znalazł się na brzegu
podpalił kawałek ziemi i niemal padł w ożywczy ogień. Demonica wyszła z wody i
podeszła do leżącego w płomieniach demona. Dotknęła jego twarzy.
-Dziękuję.
Pocałował jej dłoń, następnie
nadgarstek, potem coraz wyżej szukając w jej oczach pozwolenia. Uśmiechnęła się
do niego i pozwoliła się wciągnąć w płomienie. Te przygasły lekko. Ich usta
znów się złączyły. Ich ubrania zmieniły się w żywioł a po chwili i oni sami się
nimi stali. I tak ogień zaczął igrać z wodą.
W tym samym czasie.
Obozowisko.
Wszyscy byli pogrążeni we śnie. Emily
również. W nim to znów miała cztery lata.
Jak co roku w dzień tydzień przed
urodzinami dziewczynek Lucy jechała do cioci Serafiny a Emily zostawała w domu.
W dzień urodzin dziewczynka wracała do domu i dzieliły się przeżyciami. Było
południe i Emily jadła obiad. Jej mama Christine Blackshadow uśmiechnęła się
ciepło do córki. Ta odwzajemniła uśmiech i wróciła do jedzenia posiłku. Kobieta
spojrzała na zegar i zaskoczeniem zobaczyła która to godzina.
-Emily.- odezwała się do dziecka.-
Spójrz która to już godzina.
Dziewczynka westchnęła i wstała od
stołu. Mama chwyciła ją za rękę i obie ruszyły do piwnicy. Stamtąd weszły do
ukrytego tunelu. Było słychać z niego dudnienie w połowie drogi do korytarza
przyłączyły się inne wyjścia. Kobieta wybrała największe i obie poszły w tamtą
stronę.
-Mamo, muszę tam iść?- spytała mała.
-Przecież nic złego tam się nie dzieje.
-Wiem ale tam cuchnie.
Kobieta roześmiała się.
-Rzeczywiście to trochę nieprzyjemny
zapach ale wytrzymamy, prawda?
-Dobrze.- westchnęła zrezygnowana.
Emily gwałtownie usiadła. Rzadko śniła
jej się matka.
-Nic nie jest takie jakie się wydaje.
Prawda Lucy, a raczej Emily?
Dziewczyna odwróciła się na dźwięk
wypranego z emocji głosu. Connor wpatrywał się w nią w oczekiwaniu wyjaśnień.
Siemanko! Nie piszesz, nie odzywasz się, przyznam, zapomniałam nieco. Ale się wezmę któregoś dnia za nadrobienie, bo aż mnie sumienie gryzie.
OdpowiedzUsuńTeraz wyjeżdżam, ale za parę dni się z pewnością za to zabiorę. Szczerze, podziwiam cię: pisałaś niedawno o 100 wejściach, a tu już czwarty rozdział O.o No ludzie. Chciałabym mieć tyle weny.
Swoją drogą sama właśnie skrobię szósty rozdział... I jak zwykle wtedy wszystko nagle staje się ciekawsze. Ech... no takie życie.
No nic. Napiszę jak nadrobię.
Pozdrawiam ciepluchno!