Gotowi na kolejną dawkę tortur. Wiejcie póki możecie, później nie będzie odwrotu.
Okazało się, że w okolicy jest więcej potworów.
Dziewczynki uczyły się już kilka lat.
Po roku nauki.
-Już wiem czemu tak kiepsko wam idzie nauka.-
powiedział Marvell.
Dziewczynki spojrzały na niego siedząc na ziemi i
ciężko oddychając. Ćwiczyły tak często jak majora nie było w domu.
-Czemu?- spytała Mary.
-Jesteście Syurinkami.
-Kim?- spytała Emily.
-Syurinki to osoby które kontaktują się z Syuri . Są to demony duchy z którymi nawiązują więź.
-Jak?
-Więź powstaje pomiędzy dwoma podobnymi istnieniami.
Syuri musi mieć podobne cechy charakteru i moce jak Neuri.
-Neuri?- spytała Emily.
-Tak nazywają was Syuri.- odpowiedział Marvell.
-Skąd pan wie, że to my?
-Bo widzę, że twój Syuri próbuje z tobą nawiązać
więź Mary. Natomiast ty Lucy nie dokonujesz przemiany z kręgiem.
Emily zamyśliła się. Nie wiedziała za bardzo czy ma
się cieszyć czy nie z tego, że jest Syurinką. Czuła dziwny niepokój ale nie
wiedziała skąd się on bierze. Jakby wspomnienie z przeszłości chciało do niej
powrócić. Było jak motyl. Kołatało w jej głowie lecz nie mogła go schwycić.
Po dwóch latach nauki.
Mary ćwiczyła ataki z Ryoumi. Była
to jej Syuri. Ryoumi była połączeniem człowieka i ryby. Miała bladobłękitne
łuski, granatowe włosy i ciemnofioletowe oczy. To co jeszcze odróżniało ją od
człowieka to błony między palcami, płetwy na łydkach i przedramionach oraz brak
białek i tęczówek w oczach. Była ona niewiele wyższa od Marvella, pewnie dzięki
swoim dziwnym butom, miały tylko podeszwy na podwyższeniu i były barwy mleka.
Ryoumi była ubrana w białe spodnie za kolano i bluzkę z rękawami do łokci. Była
piękna i wydawała się delikatna. Marvell ostrzegł je jednak, że to iż wygląda
krucho wcale jej to takiej nie czyni. Ryoumi była bowiem jedną z władczyń wody.
Sprawowała ona opiekę nad Oceanem Spokojnym. Było upalne lato a Mary i Ryoumi
strzelały wodnymi pociskami do ustawionych celów. Fajnie by było gdyby Ryoumi
zrobiła jakąś delikatną mgiełkę., pomyślała Emily przypatrując się poczynaniom
ćwiczących. Nagle Syuri, jakby słyszała myśli brunetki rozłożyła ręce na boki i
zwróciła twarz ku niemu robiąc krok w tył. Wokół natychmiast pojawiła się
chłodna bryza. Mary przerwała trening.
-Dlaczego to zrobiłaś?- spytała zaskoczona
dziewczynka.
Przecież gdy ją prosiła o ochłodzenie trochę dnia
ta odparła, że nie widzi w tym żadnej poważnej potrzeby. Tak, Ryoumi była
trochę egoistyczna.
-Nie wiem!
Syuri była zaskoczona. Miała zamiar sprawdzić czy
jej Neuri długo będzie prosić o ochłodzenie tego dnia. Marvell podszedł do nich
i zaczął je uspokajać. Obie bowiem były zdumione tym co się stało. Mężczyzna po
wysłuchaniu wyjaśnień Mary poprosił Emily by podeszła.
-Lucy,- zaczął gdy dziewczynka była już w pobliżu.-
upalny dzień prawda?
Dziewczynka nie wiedziała o co mu chodzi ale
przytaknęła.
-Pewnie chciałaś poprosić Ryoumi by ochłodziła go
trochę.
-Chciałam ale po chwili to zrobiła.
-Tak jak myślałem.- powiedział zakapturzony.- Już
wiem na czym polega twoja moc.
-Na czym?- spytały dziewczynki i demonica na raz.
-Polega ona na przejmowaniu kontroli nad Syuri.
Ciekawe czy działa to na ludzi?- zamyślił się Marvell.
Emilly była w szoku. Potrafi co?! Spojrzała na
Merry. Ta patrzyła z podziwem na brunetkę. Marvell wcześniej jej powiedział jak
rzadka jest ta umiejętność. Natomiast Syuri przyglądała się dziewczynce z
niepokojem. Kim ona jest, że ma taką moc?! Kim jest jej Syuri?!
Po pięciu latach.
Dziewczynki obudziły się i ubrały. Jak każdego dnia
zaczęły przeszukiwać dom w poszukiwaniu ojca Mary. Nie znalazły go więc poszły
do domu Emily. Nikogo już tam nie było aż do momentu w którym brunetka będzie
mogła mieszkać sama. Weszły do budynku, zamknęły dokładnie drzwi i poszły do
ogrodu. Tam już czekał na nie Marvell.
-Nie wiem czy to smutna czy dobra wieść ale dziś
widzimy się ostatni raz.
-Co?!- krzyknęły obie.
Tak długo już ćwiczyły z mężczyzną że się do niego
przywiązały. Stał się niemal częścią rodziny.
-Umiecie już wystarczająco dużo. Mary, ty i Ryoumi
stanowicie zgrany duet który świetnie sobie radzi w razie zagrożenia. Ty Lucy,
masz potężną moc przejmowania kontroli nad istotami żywymi. Jeśli będziecie
walczyć razem będziecie niepokonane. Dlatego proszę was nie rozdzielajcie się.
-Dobrze.- powiedziała Mary a Emily pokiwała głową.
-W takim razie co chcecie robić? Zakładam, że nie
macie ochoty by ćwiczyć.
-Zrobię herbatę.- zaproponowała Mary.
Wszyscy weszli do środka.
Wieczór tego samego dnia.
Emily siedziała na drzewie i patrzyła na własne
stopy. Mary miała zawołać ją na kolację. Major musiał wyjechać ale nie bał się
zostawiać dziewczyny. Zauważył, że w razie problemu poradzą sobie. Kątem oka
zauważyła ruch. Odwróciła się i zobaczyła tam Marvella.
-Czemu tu siedzisz?- spytał.
Wzruszyła ramionami i spojrzała w dal.
-Jakoś tak…- powiedziała.
-Lucy nie umiała się wspinać na drzewa.-
powiedział.
Emily odwróciła się w jego stronę zszokowana. Skąd
on to wiedział.
-Co?!
Był znacznie bliżej.
-Znam twój sekret.- szepnął prosto w jej usta i
musnął je swoimi.- Emily.
I zniknął. Tak po prostu. Dziewczyna była w szoku.
A co jeśli powiedział prawdę Mary? W tym momencie blondynka wyszła na zewnątrz.
-Lucy!- krzyknęła a brunetce spadł kamień z serca.
-Już idę!
Zeszła na ziemię i wbiegła do środka. Zamknęła za
sobą drzwi i pobiegła do kuchni.
-Szkoda, że Marvell odszedł.- westchnęła Mary.
-Czczemu?- zająknęła się Emily.
-Aha.- powiedziała przeciągle blondynka i
zachichotała.
-Co?
Dziewczyna spojrzała na Mary. Ta szeroko się
uśmiechała.
-On ci się podoba.- zanuciła.
-Co?! Skąd u ciebie ten pomysł?
-Lucy, przyznaj się.
-Niby do czego?
-Eh, no dobra. Zapomnij.
Czyli jednak się pomyliła. Szkoda, to by było słodkie
gdyby Lucy była zakochana w Marvellu. Emily natomiast zaczęła jeść, wkrótce
dołączyła do niej blondynka. Po kolacji nie miały zbytnio pomysłu na to co
robić postanowiły po przymierzać ubrania znajdujące się w szafie. Poszły więc do obu pokojów i wzięły najciekawsze rzeczy jakie znalazły i wróciły do salonu.
Tam wykonały prowizorystyczną
przebieralnię z kilku krzeseł i koców. Zaczęła się zabawa. Najpierw przebierała
się Mary. Pierwszy jej strój składał się z baletowej, białej spódniczki, szarej
bluzki z krótkim rękawkiem. Rękawy były obszyte perełkami. Stroju dopełniały
delikatne buty i kok spięty szpilkami z perełkowymi główkami.
-Wyglądasz ślicznie.
-Dziękuję.
Następny strój składał się z ciemnych jeansów,
czarnej koszulki, czerwonych szpilek. We włosy powpinała kolorowe pasemka.
Każdy kolejny strój był inny. Niektóre były śmieszne, inne poważne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz