Cześć, jestem tu by torturować was nowym rozdziałem. I bójcie się ponieważ wrócę jeszcze w tym miesiącu z pewnej okazji.
Obie udały się do ogrodu i usiadły na huśtawce.
-Wiesz, że razem z siostrą patrzyłyśmy w niebo w
poszukiwaniu kształtów z chmur?
-Nigdy tego nie robiłam.
Emily zamyśliła się i po chwili wyciągnęła rękę w
stronę nieba.
-Mary, co ci przypomina ta chmura?
-Która?
-Ta o kształcie nosa.- odpowiedziała brunetka.
-Ja tam nie widzę żadnego nosa tylko jaskinię.-
powiedziała blondynka.
-A ja widzę kota bez głowy.- odezwał się nieznany
im męski głos.
Dziewczynki zesztywniały. Rozejrzały się lecz
nikogo nie zauważyły.
-Tutaj.- usłyszały znów ten głos.
Spojrzały na gałąź i tam ujrzały intruza. Mężczyzna
był odziany w ciemny strój, zakrywający całą jego postać. Sprawnie zeskoczył z
gałęzi i zbliżył się do wystraszonych dzieci.
-Nie bójcie się.- powiedział ze słyszalnym
uśmiechem.
W miarę jak się zbliżał widziały coraz większy
fragment jego twarzy. Mimo to nie ujrzały jej całej.
-Jestem tu, żeby wam pomóc. Widzę w was wielki potencjał.
Dziewczynki były przerażone ale nie mogły się
ruszyć. Wpatrywały się szeroko otwartymi oczami w postać w czerni. On ukucnął
przed nimi.
-Jaki potencjał?- spytała Emily jąkając się gdy
zrozumiała, że nie uciekną.
Zwrócił twarz z uśmiechem w jej stronę.
-Alchemii.- powiedział.
-Czemu pan chce nam pomóc?- spytała Mary.
Teraz obcy zwrócił się do blondynki.
-Gdzieś tu panoszy się dzika bestia. To
niebezpieczne, że zostajecie same na przykład teraz. Wszedłem tu z łatwością,
dla stwora to również może nie być problem.- powiedział z powagą.
Dziewczynki spojrzały na siebie przerażone. Nie
pomyślały o tym. Przeniosły swoje spojrzenia na mężczyznę. Ten wstał i
zmierzwił im włosy.
-Wejdźcie do środka tu jest zbyt niebezpiecznie.
-A pan?- spytała Mary.
-Ja tu zostanę.- powiedział.-W końcu ktoś musi was
pilnować.
-No… dobrze.- powiedziała z wahaniem brunetka.
Obie dziewczynki z powrotem weszły do domu.
Skierowały swe kroki do salonu i tam usiadły w ciszy.
-Może lepiej by było gdyby tamten pan był tutaj?-
zamyśliła się na głos brunetka.
-Co?!
-Co, co?
Emily bowiem nie wiedziała, że powiedziała to na
głos.
-To co powiedziałaś Lucy.
-Ja to powiedziałam na głos?- spytała się
zaskoczona.
-No tak.- odpowiedziała jej dziewczynka.- Teraz
lepiej powiedz czemu tak myślisz, dobrze?
-Wiesz jak to coś zaatakuje to by musiał tu biec i…
no wiesz… nie wiadomo czy by zdążył…
Mary westchnęła. Nie pomyślała o tym w ten sposób.
Może Lucy jest taka spostrzegawcza po tym co się stało? W tym czasie Emily
czekała na to co powie blondynka.
-No dobrze.- rzekła po chwili.- Ale ty po niego
idziesz.
-Okej, okej.- powiedziała.- Pójdę do ogrodu może
wciąż tam jest.
Dziewczynka wychodzi na zewnątrz. Gdy oddala się
trochę od budynku została pociągnięta w zarośla. Ujrzała tam nieznajomego.
-Co ty tu robisz?- warknął szeptem.- Miałyście
siedzieć w środku.
-No bo..- teraz ten pomysł wydawał się jej głupi.-
pomyślałyśmy, że może pan.. by posiedział z nami…- zaczęła stukać o siebie
palcami wskazującymi.- byłby pan bliżej i w razie czego….
Brunetka schowała ręce za plecami i patrzyła w inną
stronę. Mężczyzna uśmiechnął się pod nosem. Dziewczynka poczuła jego dłoń z
tyłu głowy a po chwili pocałował ją w czoło.
-Nie jestem dzieckiem.- oburzyła się.
-Ależ oczywiście.- powiedział rozbawiony.- No chodźmy.
Wyszli z krzaków i ruszyli w kierunku drzwi. Nagle
za plecami usłyszeli warknięcie. Gwałtowny zwrot i oczom dziewczynki ukazuje
się bestia. Wygląda jak karykatura zwierzęcia. Ostre pazury były zakończeniem
dużych łap. Masywne kończyny wilka utrzymywały gadzi tułów. Na długiej szyi
tkwił nieruchomo łeb. Para ślepi wpatrywała się w dziewczynkę. Nagle nieznajomy
wykonał szybki i skomplikowany gest a potworowi wybuchła pierś. Padł po czym
zmienił się w pył. Człowiek w czerni odwrócił się do dziewczynki, podniósł ją i
mocno przyciskając do siebie ruszył do budynku. Czuł jak ciało dziewczynki
trzęsie się ze strachu. Cholera, mógł chociaż jakoś zasłonić jej oczy. Drzwi
otworzyła druga dziewczynka. Mary była zaskoczona widokiem Lucy niesionej przez
obcego. Dopiero po chwili zauważyła, że dziewczynka się trzęsie. Emily mocniej
wtuliła się w nieznajomego. Próbowała się jakoś uspokoić ale jej to nie
wychodziło. Czuła się teraz bezpieczniej mimo to obrazy z minionych chwil wracały
do niej nie ubłagalnie. Mężczyzna pogłaskał ją po głowie.
-Ci, już dobrze. Już nie ma się czego bać.- zaczął
szeptać uspokajająco.- Już jesteś bezpieczna.
Teraz Mary naprawdę bała się o Lucy. Podeszła
bliżej i powoli położyła dłoń na jej ramieniu.
-Już wszystko dobrze Lucy.- powiedziała spokojnie
mimo iż sama zaczęła czuć strach.
Nieznajomy drgnął.
-Tak się nazywa?- spytał zaskoczony.
-Mhm, a pan?
-Jestem Marvell.- wymyślił imię na poczekaniu.
Nie mógł zdradzić swojego imienia blondynce gdyż
jej ojcem był majorem. Tym samym który ścigał go przez kilka lat. Gdy dotarła
do niego wieść, że wysłano go na urlop, odetchną z ulgą. Istniało jednak
prawdopodobieństwo, że gdy usłyszy od córki iż ta go widziała, zacznie
poszukiwania na własną rękę. Jednak coś nie dawało mu spokoju. Był bowiem
pewien tego że, wczoraj śledził Emily gdy szła do miasta. Był więc w stu
procentach pewien, że to ona przeżyła. Przecież nie mógł się pomylić.
Ciągle obiecywałam, że wejdę no i nareszcie jestem. Podoba mi się :)
OdpowiedzUsuńNic więcej nie mogę powiedzieć, ponieważ to dopiero druga notka, ale uwielbiam takie historie owiane tajemnicą i mroczne.
Pozdrawiam i życzę weny.