Licznik wyświetleń dorobił się obok jedynki dwóch zer a ja zaczynam się o was martwić. Naprawdę nie wiem jaka siła was zmusza by to czytać. Dobrowolnie poddajecie się tym torturom. Ale dziękuje wam, że to robicie.
To na tyle. Pa.
niedziela, 23 lutego 2014
piątek, 14 lutego 2014
3. Znam twój sekret.
Gotowi na kolejną dawkę tortur. Wiejcie póki możecie, później nie będzie odwrotu.
Okazało się, że w okolicy jest więcej potworów.
Dziewczynki uczyły się już kilka lat.
Po roku nauki.
-Już wiem czemu tak kiepsko wam idzie nauka.-
powiedział Marvell.
Dziewczynki spojrzały na niego siedząc na ziemi i
ciężko oddychając. Ćwiczyły tak często jak majora nie było w domu.
-Czemu?- spytała Mary.
-Jesteście Syurinkami.
-Kim?- spytała Emily.
-Syurinki to osoby które kontaktują się z Syuri . Są to demony duchy z którymi nawiązują więź.
-Jak?
-Więź powstaje pomiędzy dwoma podobnymi istnieniami.
Syuri musi mieć podobne cechy charakteru i moce jak Neuri.
-Neuri?- spytała Emily.
-Tak nazywają was Syuri.- odpowiedział Marvell.
-Skąd pan wie, że to my?
-Bo widzę, że twój Syuri próbuje z tobą nawiązać
więź Mary. Natomiast ty Lucy nie dokonujesz przemiany z kręgiem.
Emily zamyśliła się. Nie wiedziała za bardzo czy ma
się cieszyć czy nie z tego, że jest Syurinką. Czuła dziwny niepokój ale nie
wiedziała skąd się on bierze. Jakby wspomnienie z przeszłości chciało do niej
powrócić. Było jak motyl. Kołatało w jej głowie lecz nie mogła go schwycić.
Po dwóch latach nauki.
Mary ćwiczyła ataki z Ryoumi. Była
to jej Syuri. Ryoumi była połączeniem człowieka i ryby. Miała bladobłękitne
łuski, granatowe włosy i ciemnofioletowe oczy. To co jeszcze odróżniało ją od
człowieka to błony między palcami, płetwy na łydkach i przedramionach oraz brak
białek i tęczówek w oczach. Była ona niewiele wyższa od Marvella, pewnie dzięki
swoim dziwnym butom, miały tylko podeszwy na podwyższeniu i były barwy mleka.
Ryoumi była ubrana w białe spodnie za kolano i bluzkę z rękawami do łokci. Była
piękna i wydawała się delikatna. Marvell ostrzegł je jednak, że to iż wygląda
krucho wcale jej to takiej nie czyni. Ryoumi była bowiem jedną z władczyń wody.
Sprawowała ona opiekę nad Oceanem Spokojnym. Było upalne lato a Mary i Ryoumi
strzelały wodnymi pociskami do ustawionych celów. Fajnie by było gdyby Ryoumi
zrobiła jakąś delikatną mgiełkę., pomyślała Emily przypatrując się poczynaniom
ćwiczących. Nagle Syuri, jakby słyszała myśli brunetki rozłożyła ręce na boki i
zwróciła twarz ku niemu robiąc krok w tył. Wokół natychmiast pojawiła się
chłodna bryza. Mary przerwała trening.
-Dlaczego to zrobiłaś?- spytała zaskoczona
dziewczynka.
Przecież gdy ją prosiła o ochłodzenie trochę dnia
ta odparła, że nie widzi w tym żadnej poważnej potrzeby. Tak, Ryoumi była
trochę egoistyczna.
-Nie wiem!
Syuri była zaskoczona. Miała zamiar sprawdzić czy
jej Neuri długo będzie prosić o ochłodzenie tego dnia. Marvell podszedł do nich
i zaczął je uspokajać. Obie bowiem były zdumione tym co się stało. Mężczyzna po
wysłuchaniu wyjaśnień Mary poprosił Emily by podeszła.
-Lucy,- zaczął gdy dziewczynka była już w pobliżu.-
upalny dzień prawda?
Dziewczynka nie wiedziała o co mu chodzi ale
przytaknęła.
-Pewnie chciałaś poprosić Ryoumi by ochłodziła go
trochę.
-Chciałam ale po chwili to zrobiła.
-Tak jak myślałem.- powiedział zakapturzony.- Już
wiem na czym polega twoja moc.
-Na czym?- spytały dziewczynki i demonica na raz.
-Polega ona na przejmowaniu kontroli nad Syuri.
Ciekawe czy działa to na ludzi?- zamyślił się Marvell.
Emilly była w szoku. Potrafi co?! Spojrzała na
Merry. Ta patrzyła z podziwem na brunetkę. Marvell wcześniej jej powiedział jak
rzadka jest ta umiejętność. Natomiast Syuri przyglądała się dziewczynce z
niepokojem. Kim ona jest, że ma taką moc?! Kim jest jej Syuri?!
Po pięciu latach.
Dziewczynki obudziły się i ubrały. Jak każdego dnia
zaczęły przeszukiwać dom w poszukiwaniu ojca Mary. Nie znalazły go więc poszły
do domu Emily. Nikogo już tam nie było aż do momentu w którym brunetka będzie
mogła mieszkać sama. Weszły do budynku, zamknęły dokładnie drzwi i poszły do
ogrodu. Tam już czekał na nie Marvell.
-Nie wiem czy to smutna czy dobra wieść ale dziś
widzimy się ostatni raz.
-Co?!- krzyknęły obie.
Tak długo już ćwiczyły z mężczyzną że się do niego
przywiązały. Stał się niemal częścią rodziny.
-Umiecie już wystarczająco dużo. Mary, ty i Ryoumi
stanowicie zgrany duet który świetnie sobie radzi w razie zagrożenia. Ty Lucy,
masz potężną moc przejmowania kontroli nad istotami żywymi. Jeśli będziecie
walczyć razem będziecie niepokonane. Dlatego proszę was nie rozdzielajcie się.
-Dobrze.- powiedziała Mary a Emily pokiwała głową.
-W takim razie co chcecie robić? Zakładam, że nie
macie ochoty by ćwiczyć.
-Zrobię herbatę.- zaproponowała Mary.
Wszyscy weszli do środka.
Wieczór tego samego dnia.
Emily siedziała na drzewie i patrzyła na własne
stopy. Mary miała zawołać ją na kolację. Major musiał wyjechać ale nie bał się
zostawiać dziewczyny. Zauważył, że w razie problemu poradzą sobie. Kątem oka
zauważyła ruch. Odwróciła się i zobaczyła tam Marvella.
-Czemu tu siedzisz?- spytał.
Wzruszyła ramionami i spojrzała w dal.
-Jakoś tak…- powiedziała.
-Lucy nie umiała się wspinać na drzewa.-
powiedział.
Emily odwróciła się w jego stronę zszokowana. Skąd
on to wiedział.
-Co?!
Był znacznie bliżej.
-Znam twój sekret.- szepnął prosto w jej usta i
musnął je swoimi.- Emily.
I zniknął. Tak po prostu. Dziewczyna była w szoku.
A co jeśli powiedział prawdę Mary? W tym momencie blondynka wyszła na zewnątrz.
-Lucy!- krzyknęła a brunetce spadł kamień z serca.
-Już idę!
Zeszła na ziemię i wbiegła do środka. Zamknęła za
sobą drzwi i pobiegła do kuchni.
-Szkoda, że Marvell odszedł.- westchnęła Mary.
-Czczemu?- zająknęła się Emily.
-Aha.- powiedziała przeciągle blondynka i
zachichotała.
-Co?
Dziewczyna spojrzała na Mary. Ta szeroko się
uśmiechała.
-On ci się podoba.- zanuciła.
-Co?! Skąd u ciebie ten pomysł?
-Lucy, przyznaj się.
-Niby do czego?
-Eh, no dobra. Zapomnij.
Czyli jednak się pomyliła. Szkoda, to by było słodkie
gdyby Lucy była zakochana w Marvellu. Emily natomiast zaczęła jeść, wkrótce
dołączyła do niej blondynka. Po kolacji nie miały zbytnio pomysłu na to co
robić postanowiły po przymierzać ubrania znajdujące się w szafie. Poszły więc do obu pokojów i wzięły najciekawsze rzeczy jakie znalazły i wróciły do salonu.
Tam wykonały prowizorystyczną
przebieralnię z kilku krzeseł i koców. Zaczęła się zabawa. Najpierw przebierała
się Mary. Pierwszy jej strój składał się z baletowej, białej spódniczki, szarej
bluzki z krótkim rękawkiem. Rękawy były obszyte perełkami. Stroju dopełniały
delikatne buty i kok spięty szpilkami z perełkowymi główkami.
-Wyglądasz ślicznie.
-Dziękuję.
Następny strój składał się z ciemnych jeansów,
czarnej koszulki, czerwonych szpilek. We włosy powpinała kolorowe pasemka.
Każdy kolejny strój był inny. Niektóre były śmieszne, inne poważne.
sobota, 1 lutego 2014
2. Czemu pan chce nam pomóc?
Cześć, jestem tu by torturować was nowym rozdziałem. I bójcie się ponieważ wrócę jeszcze w tym miesiącu z pewnej okazji.
Obie udały się do ogrodu i usiadły na huśtawce.
-Wiesz, że razem z siostrą patrzyłyśmy w niebo w
poszukiwaniu kształtów z chmur?
-Nigdy tego nie robiłam.
Emily zamyśliła się i po chwili wyciągnęła rękę w
stronę nieba.
-Mary, co ci przypomina ta chmura?
-Która?
-Ta o kształcie nosa.- odpowiedziała brunetka.
-Ja tam nie widzę żadnego nosa tylko jaskinię.-
powiedziała blondynka.
-A ja widzę kota bez głowy.- odezwał się nieznany
im męski głos.
Dziewczynki zesztywniały. Rozejrzały się lecz
nikogo nie zauważyły.
-Tutaj.- usłyszały znów ten głos.
Spojrzały na gałąź i tam ujrzały intruza. Mężczyzna
był odziany w ciemny strój, zakrywający całą jego postać. Sprawnie zeskoczył z
gałęzi i zbliżył się do wystraszonych dzieci.
-Nie bójcie się.- powiedział ze słyszalnym
uśmiechem.
W miarę jak się zbliżał widziały coraz większy
fragment jego twarzy. Mimo to nie ujrzały jej całej.
-Jestem tu, żeby wam pomóc. Widzę w was wielki potencjał.
Dziewczynki były przerażone ale nie mogły się
ruszyć. Wpatrywały się szeroko otwartymi oczami w postać w czerni. On ukucnął
przed nimi.
-Jaki potencjał?- spytała Emily jąkając się gdy
zrozumiała, że nie uciekną.
Zwrócił twarz z uśmiechem w jej stronę.
-Alchemii.- powiedział.
-Czemu pan chce nam pomóc?- spytała Mary.
Teraz obcy zwrócił się do blondynki.
-Gdzieś tu panoszy się dzika bestia. To
niebezpieczne, że zostajecie same na przykład teraz. Wszedłem tu z łatwością,
dla stwora to również może nie być problem.- powiedział z powagą.
Dziewczynki spojrzały na siebie przerażone. Nie
pomyślały o tym. Przeniosły swoje spojrzenia na mężczyznę. Ten wstał i
zmierzwił im włosy.
-Wejdźcie do środka tu jest zbyt niebezpiecznie.
-A pan?- spytała Mary.
-Ja tu zostanę.- powiedział.-W końcu ktoś musi was
pilnować.
-No… dobrze.- powiedziała z wahaniem brunetka.
Obie dziewczynki z powrotem weszły do domu.
Skierowały swe kroki do salonu i tam usiadły w ciszy.
-Może lepiej by było gdyby tamten pan był tutaj?-
zamyśliła się na głos brunetka.
-Co?!
-Co, co?
Emily bowiem nie wiedziała, że powiedziała to na
głos.
-To co powiedziałaś Lucy.
-Ja to powiedziałam na głos?- spytała się
zaskoczona.
-No tak.- odpowiedziała jej dziewczynka.- Teraz
lepiej powiedz czemu tak myślisz, dobrze?
-Wiesz jak to coś zaatakuje to by musiał tu biec i…
no wiesz… nie wiadomo czy by zdążył…
Mary westchnęła. Nie pomyślała o tym w ten sposób.
Może Lucy jest taka spostrzegawcza po tym co się stało? W tym czasie Emily
czekała na to co powie blondynka.
-No dobrze.- rzekła po chwili.- Ale ty po niego
idziesz.
-Okej, okej.- powiedziała.- Pójdę do ogrodu może
wciąż tam jest.
Dziewczynka wychodzi na zewnątrz. Gdy oddala się
trochę od budynku została pociągnięta w zarośla. Ujrzała tam nieznajomego.
-Co ty tu robisz?- warknął szeptem.- Miałyście
siedzieć w środku.
-No bo..- teraz ten pomysł wydawał się jej głupi.-
pomyślałyśmy, że może pan.. by posiedział z nami…- zaczęła stukać o siebie
palcami wskazującymi.- byłby pan bliżej i w razie czego….
Brunetka schowała ręce za plecami i patrzyła w inną
stronę. Mężczyzna uśmiechnął się pod nosem. Dziewczynka poczuła jego dłoń z
tyłu głowy a po chwili pocałował ją w czoło.
-Nie jestem dzieckiem.- oburzyła się.
-Ależ oczywiście.- powiedział rozbawiony.- No chodźmy.
Wyszli z krzaków i ruszyli w kierunku drzwi. Nagle
za plecami usłyszeli warknięcie. Gwałtowny zwrot i oczom dziewczynki ukazuje
się bestia. Wygląda jak karykatura zwierzęcia. Ostre pazury były zakończeniem
dużych łap. Masywne kończyny wilka utrzymywały gadzi tułów. Na długiej szyi
tkwił nieruchomo łeb. Para ślepi wpatrywała się w dziewczynkę. Nagle nieznajomy
wykonał szybki i skomplikowany gest a potworowi wybuchła pierś. Padł po czym
zmienił się w pył. Człowiek w czerni odwrócił się do dziewczynki, podniósł ją i
mocno przyciskając do siebie ruszył do budynku. Czuł jak ciało dziewczynki
trzęsie się ze strachu. Cholera, mógł chociaż jakoś zasłonić jej oczy. Drzwi
otworzyła druga dziewczynka. Mary była zaskoczona widokiem Lucy niesionej przez
obcego. Dopiero po chwili zauważyła, że dziewczynka się trzęsie. Emily mocniej
wtuliła się w nieznajomego. Próbowała się jakoś uspokoić ale jej to nie
wychodziło. Czuła się teraz bezpieczniej mimo to obrazy z minionych chwil wracały
do niej nie ubłagalnie. Mężczyzna pogłaskał ją po głowie.
-Ci, już dobrze. Już nie ma się czego bać.- zaczął
szeptać uspokajająco.- Już jesteś bezpieczna.
Teraz Mary naprawdę bała się o Lucy. Podeszła
bliżej i powoli położyła dłoń na jej ramieniu.
-Już wszystko dobrze Lucy.- powiedziała spokojnie
mimo iż sama zaczęła czuć strach.
Nieznajomy drgnął.
-Tak się nazywa?- spytał zaskoczony.
-Mhm, a pan?
-Jestem Marvell.- wymyślił imię na poczekaniu.
Nie mógł zdradzić swojego imienia blondynce gdyż
jej ojcem był majorem. Tym samym który ścigał go przez kilka lat. Gdy dotarła
do niego wieść, że wysłano go na urlop, odetchną z ulgą. Istniało jednak
prawdopodobieństwo, że gdy usłyszy od córki iż ta go widziała, zacznie
poszukiwania na własną rękę. Jednak coś nie dawało mu spokoju. Był bowiem
pewien tego że, wczoraj śledził Emily gdy szła do miasta. Był więc w stu
procentach pewien, że to ona przeżyła. Przecież nie mógł się pomylić.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)